I żaden mieszkaniec tej ziemi nie powie: „Jestem chory”. Ludowi, który tam mieszka, zostanie przebaczona wina.
Izajasza 33:24
Wspomienie czy teraźniejszość
Strach i niepewność były pierwszym odczuciem, które witały mnie, kiedy próbowałem się skupić na otaczającej rzeczywistości. Ból był głęboki, wszechogarniający, nie pozwalał mi zapomnieć o chorobie i odpowiedzialności za najbliższych. Każdy oddech był jak ostatni, każde bicie serca przypominało o cienkiej nici życia, która mogła przerwać się w każdej chwili. Wiedziałem, że to może być koniec, moje życie wydawało się zbiegać do finału, którego nie byłem pewien, czy jestem gotów zaakceptować.
Zaczął mnie ogarniać coraz większy lęk, nasilając się z każdą chwilą. Był to strach przed tym, co może czekać po drugiej stronie – czy będzie to piekło, o którym tak wiele razy słyszałem w nauczaniach religijnych, czy może niebo, miejsce pełne spokoju i wiecznej radości. Zastanawiałem się, czy istnieje druga strona życia, czy wszystko, co mnie czeka, to tylko nieskończona pustka.
Zamknąłem oczy, pragnąc uciec od rzeczywistości, nawet na chwilę. W mojej głowie rozbrzmiewały echa wspomnień, tych dobrych i tych złych, wewnętrzne rozliczenie. Cisza w moim wnętrzu była przerywana jedynie przez odgłosy własnego oddechu, który stawał się coraz słabszy i przez cichy szloch żony, która siedziała przy moim łóżku, trzymając moją dłoń w swoich drżących dłoniach. Jej oczy, pełne łez, odzwierciedlały ból i miłość, której słowa nie mogły wyrazić. Szepty pozostałej rodziny docierały do mnie, jakby z innego świata. Moje dorosłe już dzieci, stojące obok, wymieniały ze sobą niepewne spojrzenia, szukając pocieszenia w swojej wzajemnej obecności.
Osiemset lat później.
i wyjdą. Dla postępujących dobrze okaże się to zmartwychwstaniem do życia, a dla postępujących niegodziwie — zmartwychwstaniem na sąd.
Jana 5:29
Kiedy ponownie otworzyłem oczy, świat, który zobaczyłem, nie był tym, którego się spodziewałem. Nie było chłodnych ścian szpitala, nie było otaczającej mnie rodziny ani lekarzy. Zamiast tego, moje spojrzenie wypełnił błękit nieba, a uszy wypełnił śpiew ptaków. Leżałem wśród kwitnących kwiatów w pięknym parku, który wydawał się być miejscem nierealnym, niemożliwym do istnienia w moim dotychczasowym świecie.
To nowe otoczenie, wydawało się być obietnicą czegoś innego, czegoś, co przyszło zamiast końca, którego się spodziewałem. Czy to był tylko sen, czy może nowy początek, którego nie potrafiłem jeszcze zrozumieć?
Pełen obaw ale zarazem ciekawości, zacząłem się rozglądać . Ścieżki parku wijące się między starannie przyciętymi krzewami i kwitnącymi rabatami prowadziły w różne strony, tworząc labirynt pełen spokoju i uroku. Drzewa o bujnych koronach rzucały przyjemny cień, a ich liście szumiały delikatnie na wietrze, tworząc melodię, która harmonizowała z trelem ptaków.
Pomału wstałem i ostrożnie ruszyłem wzdłuż ścieżek. Ławki z kamienia i drewna zapraszały do odpoczynku i kontemplacji. Każda z nich wydawała się być idealnym miejscem do zatrzymania się i podziwiania otaczającej natury.
Podszedłem do fontanny z rzeźbionymi postaciami zwierząt, fontanna wylewała strugi wody, które lśniły w słońcu jak kryształy.
Zwierzęta parku nieokazywały lęku. Wiewiórki zwinne i ruchliwe skakały między drzewami, a kaczki pływały leniwie po niewielkim stawie, którego powierzchnia była gładka jak lustro. Od czasu do czasu, można było dostrzec delikatne ruchy ryb pod wodą, które przyciągały wzrok swoimi błyszczącymi łuskami.
W tym niezwykłym otoczeniu, ja, stojący na miękkiej trawie, czułem jak przenikliwy ból, który przez lata był moim niechcianym towarzyszem, powoli z każdą chwilą ustępował.
Moje ciało, które kiedyś było splecione z licznymi przewodami i urządzeniami podtrzymującymi życie, teraz było wolne, odzyskało dawno utraconą swobodę. Nie było już strachu, tej paraliżującej obawy przed nadchodzącą śmiercią, która wcześniej utrudniała mi oddychanie. Zastąpiła ją ciekawość, a nawet pewna ekscytacja. Powoli poruszałem się, rozglądając, teraz bardziej świadomie, próbując zorientować się w sytuacji.
Zanim zdałem sobie sprawę, że jestem nagi, moją uwagę przykuły ubrania ułożone w kostkę. A obok, stół uginał się pod ciężarem jedzenia, które wyglądało na przygotowane z myślą o mnie. Wszystko to było takie niespodziewane, takie niezwykłe.
Podszedłem do stołu, na którym znajdowało się jedzenie. Były tam potrawy, przygotowane tak, jakbym sam mógł je wybrać. Siadłem, zjadłem kilka kęsów i poczułem, jak energia powraca do mojego ciała. Z każdym kęsem, moje myśli stawały się jaśniejsze, a serce lżejsze.
Siedziałem przy stole, zatopiony w myślach o tym nowym, niezwykłym świecie. W mojej głowie wciąż tliły się wspomnienia, które kontrastowały ze spokojem, który mnie teraz przenikał. Nagle, dźwięk czyichś kroków na ścieżce, przerwał moje rozmyślania.
Spotkanie
Podszedł do mnie mężczyzna o łagodnych rysach twarzy i ciepłym spojrzeniu. Jego obecność była uspokajająca, a uśmiech, który rozjaśniał jego twarz, zdawał się obiecywać przyjaźń. Jego postura była wyprostowana, ale nie sztywna, co nadawało mu naturalny autorytet, a jednocześnie dostępność. Włosy miał ciemne, lekko posiwiałe na skroniach, co dodawało mu powagi, ale też świadczyło o doświadczeniu życiowym. Oczy miał głębokie, koloru ciemnego bursztynu, które patrzyły na mnie z ciekawością i zrozumieniem. Jego ręce były silne, ale gesty, którymi się posługiwał, były delikatne i precyzyjne, jakby każdy ruch był przemyślany.
Ubrany był w prosty, ale elegancki strój, który zdawał się być idealnie dopasowany do otoczenia. Luźna koszula o ciepłym odcieniu ziemi harmonizowała z barwami parku, a spodnie z miękkiego materiału podkreślały swobodę, z jaką się poruszał. Na jego stopach widniały skórzane sandały, które świadczyły o praktycznym podejściu do życia.
Gdy się uśmiechał, na jego twarzy pojawiały się drobne zmarszczki, które dodawały mu uroku i sprawiały, że jego twarz była jeszcze bardziej wyrazista. Mówił spokojnym, ale wyraźnym głosem, który miał w sobie coś hipnotyzującego. Każde słowo, które wypowiadał, było ważone i pełne empatii.
Jego obecność sprawiła, że poczułem się bezpiecznie, jakby nic złego nie mogło mnie spotkać w jego towarzystwie. Był jak strażnik tego niezwykłego miejsca, przewodnik, który miał mi pomóc odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jego ciepłe spojrzenie i łagodne rysy twarzy były jak światło w tunelu, prowadzące mnie do zrozumienia i akceptacji tego, co miało nadejść.“
„Witaj Edwardzie,” rozległ się miękki, ale wyraźny głos. “Nazywam się Aro.” Zauważyłem, że Aro przygląda mi się z troską. “Widzę, że nie wiesz, co się stało i gdzie się znajdujesz, od dzisiaj, twoje poprzednie życie i doświadczenia staną się mglistym wspomnieniem,” zaczął. “Ale muszę ci wyjawić coś, co może być dla ciebie trudne do zrozumienia. Od momentu, kiedy przymknąłeś oczy w tamtym szpitalu, minęło nie kilka chwil, dni, ale osiemset lat.
”Spojrzałem na niego z niedowierzaniem, skąd on tyle o mnie wie, “Osiemset lat?” powtórzyłem słabo.
“Tak,” kontynuował Aro. “Świat, który znałeś, przeszedł przez ogromną zmianę.”
Choć zaskoczony, czułem ciekawość i gotowość na odkrywanie tego, co mnie otacza. Aro, widząc to, uśmiechnął się i wyciągnął rękę.“Chodź, pokażę ci miejsce, gdzie będziesz mógł odpocząć,” powiedział Aro, prowadząc mnie wzdłuż ścieżki wyłożonej jasnymi kamieniami. Szliśmy w milczeniu, a ja wciąż przetwarzałem informacje z tego dnia, który był pełen odkryć i tajemnic.
Pierwsza noc
Pobudują domy i będą w nich mieszkać, zasadzą winnice i będą jeść ich owoce.
Izajasza 65:21
Po kilku minutach dotarliśmy do małego domku, który wyglądał jak coś z bajki. Był otoczony kwitnącymi krzewami i miał mały ogródek ziołowy przy wejściu. Dach pokryty był mchem, a okna świeciły ciepłym światłem. “To będzie twój dom,” powiedział Aro. “Znajdziesz tu wszystko, czego potrzebujesz.
”Wszedłem do środka i od razu poczułem się jak w domu. Wnętrze było przytulne, z miękkimi fotelami, drewnianym stołem i półkami pełnymi książek. Na kominku płonął ogień, a obok stała filiżanka parującej herbaty.
Aro zostawił mnie samego, mówiąc, że wróci rano. Usiadłem na chwilę, zastanawiając się nad wydarzeniami mijającego dnia. Myśli krążyły mi w głowie – nowy świat, nowe możliwości. Czułem mieszankę ekscytacji i niepewności, ale przede wszystkim wdzięczność za to, co mnie spotkało.
Po chwili zdecydowałem, że czas na odpoczynek. Przygotowałem się do snu i położyłem na miękkim łóżku. Zanim zasnąłem, przez okno dostrzegłem gwiazdy, które wydawały się świecić jaśniej niż kiedykolwiek. Z zamkniętymi oczami analizowałem mijający dzień, zasnąłem, pełen nadziei na to, co przyniesie jutro.
Nowy dzień
Rankiem obudziło mnie krzątanie jakichś ludzi. Przez chwilę leżałem nieruchomo z zamkniętymi oczami, starając się zrozumieć, gdzie jestem. Dźwięki, które mnie obudziły, dobiegały z kuchni. Była tam kobieta z dwójką dzieci, które z energią i radością przygotowywały poranny posiłek.
Podniosłem się powoli, nie czując żadnego zmęczenia. Wszystko wokół mnie było nowe, ale nie czułem strachu. Była w tym wszystkim jakaś niezwykła spokojność, która koiła moje zmysły.
Wyszedłem z sypialni i podszedłem do kuchni. Kobieta odwróciła się na mój dźwięk i uśmiechnęła szeroko. “Witaj,” powiedziała ciepło. “Nazywam się Elara. Te małe urwisy to Ilian i Mira.” Wskazała na dwoje dzieci, które teraz przestały się krzątać i z ciekawością przyglądały mi się.“Jestem Edward,” odpowiedziałem, niepewny, co dalej powiedzieć.
Elara skinęła głową i wskazała na stół. “Usiądź, zaraz podamy śniadanie. Aro powiedział, że będziesz potrzebował czasu, aby się zaaklimatyzować. Nie martw się, jesteśmy tu, aby ci pomóc.”Dzieci wróciły do swoich zajęć, a ja usiadłem, wciąż oszołomiony. Wszystko wydawało się takie… normalne, a jednocześnie tak różne od świata, który znałem. Czułem się dziwnie rozluźniony, jakbym dopiero co zrzucił z siebie ciężar wielu lat. Moje siedemdziesiąt lat na karku nie licząc ośmiuset w nieświadomości, nagle przestało mieć znaczenie, a wszystkie dolegliwości, które towarzyszyły mi przez ostatnie dekady, zniknęły bez śladu.
Z rozmyślań nad swoim ciałem wyrywa mnie wołanie Elery. “Edward, śniadanie gotowe,” mówi ciepłym głosem. “Może chciałbyś pobyć sam i przemyśleć wczorajszy dzień?”
Spojrzałem na nią, a potem na dzieci, które z zaciekawieniem obserwowały każdy mój ruch. “Nie, proszę zostańcie,” powiedziałem szybko. “Chciałbym, abyśmy zjedli razem. Mam wiele pytań, a towarzystwo przy posiłku zawsze było dla mnie ważne.
”Elara uśmiechnęła się i skinęła głową, a dzieci z entuzjazmem zajęły miejsca przy stole. “Jaki jest rok?” – zapytałem, gdy zasiadaliśmy do stołu.
“Jest rok 852 trzeciej ery,” odpowiedziała Elara, podając mi talerz z aromatycznym posiłkiem.“Trzecia era…” powtórzyłem, starając się przypomnieć sobie, co to oznacza. Kiedy śniadanie dobiegło końca, poczułem, że choć moja przeszłość była pełna wspomnień, to przedemną rozciągała się nowa rzeczywistość, gotowa do odkrycia i zrozumienia. I choć nie wiedziałem jeszcze, jakie miejsce zajmę w tym nowym świecie, byłem gotów nauczyć się żyć w nim na nowo.
Nagle drzwi rozwarły się z impetem, a do pomieszczenia wpadł Aro, jego oczy iskrzyły podekscytowaniem. “Szybko, zostawcie wszystko i chodźcie ze mną na plażę!” – zawołał, łapiąc oddech. “Znów się zaczęło!”
Rozdział 2 – Koniec kontra początek. Co się wydarzyło? 2060